środa, 19 sierpnia 2015

Szymkowy cukiniowy keczupik:)

Żeby mieć mniej pielenia w tym sezonie ogrodowym nawtykałam nasion kabaczków wszędzie gdzie się tylko dało...pielenia mniej-fakt-ale jak to obrodziło!!!ło Matko!

Była zatem cukiniowa konfiturka i zupka z cukinii-polecam pyszności:)

I przyszła pora na keczupik...przepisów w internecie jest tysiące, ja skorzystałam z pierwszego lepszego, czyli

Składniki:
- 1,5 kg obranej i pozbawionej nasion cukinii,
- 0,5 kg cebuli,
- garść soli,
- 400 g koncentratu pomidorowego,
- 2 szklanki cukru,
- 1 szklanka octu,
- 1 łyżeczka pieprzu cayenne -ja dodałam połowę,
- 1 łyżeczka pieprzu,
- 1 łyżeczka papryki słodkiej - nie miałam więc obeszło się bez


Cukinie myjemy, obieramy i odcinamy końcówki. Jeśli cukinie są duże, wycinamy gniazda nasienne. Trzemy na tarce o grubych oczkach lub rozdrabniamy w malakserze.  Cebule obieramy i kroimy w drobną kostkę lub rozdrabniamy.
Wszystkie warzywa umieszczamy w dużym garnku i posypujemy garścią soli. Dokładnie mieszamy, przykrywamy i zostawiamy na noc (lub co najmniej 4-5 godzin). Po tym czasie warzywa zagotowujemy i gotujemy do czasu, aż rozpadną się na papkę (ok. 40 minut). Co jakiś czas mieszamy. Po tym czasie dodajemy cukier i ocet. Gotujemy przez 20 minut. Dodajemy koncentrat pomidorowy, przyprawy (pieprz, paprykę słodką i cayenne) oraz wyciskamy ząbek czosnku(można ale nie koniecznie-ja nie dodałam). Mieszamy i gotujemy kolejne 20 minut.  Miksujemy ketchup blenderem. I do słoików, ja wekowałam 10 min.
Szym smakosz keczupowy powiedział 'Mamo, ten keczup nie jest dobry...jest prze, prze, przepyszny'

I tyle na temat:)

Zrobiłam więc podwójną porcję dla mojego małego smakosza:)
Nie sądziłam nawet, że wszystko już miałam gotowe:)


Moi mali pomocnicy już po 5 minutach się umordowali...

                                               Cały gar-podwójna porcja!


Po prawej sklepowy, po lewej domowy:)





środa, 8 lipca 2015

Syrop miętowo-melisowy...pycha!

Mięta mi się rozpanoszyła w donicy, prawie zaczynała się brać za kwitnienie, więc ja ją ciach...i do syropu:)

Pychotka!!!

Spróbujcie-nic trudnego:)

Zalewa się wrzątkiem miętę, ja dołożyłam melisy(jak ona mnie uspokaja to NIESAMOWITE!)-na cały dzień pod przykryciem-niech się porządnie zaparzy. Następnego dnia, wyjąć zielsko i na kompost! dodać cukier 'na oko' i zagotować. Do słoików i do góry dnem...niech się studzą i na półeczkę do spiżarenki-bo jak spróbujecie od razu wychłeptacie wszystko...na zimę ma zostać! :)
Aha, no i oczywiście Hanuszkowy napis;)

środa, 17 czerwca 2015

Jak to Hanuszka sok z bzu robiła:)

W spiżarce posucha po zimie...



 Więc pognałam na łowy:)

na pierwszy plan poszedł kwiat bzu czarnego:)ja cięłam Dziecioki torby trzymały i tak się nazbierało:)








Hanka wdział korale i zabrała się do roboty...



wytargałam słoje i butle...



i mamy soczek:)






i tyle tego wyszło, że zima nasza:)o ile do zimy sok dotrwa:)



także spiżara się wypełnia...





a ja sobie teraz odpoczywam:)



niedziela, 10 maja 2015

10 maja

E tam wybory...nasza rocznica:)12ta!a znamy się 13 lat!i to wszystko 10 maja:)tyle czasu!a ile się wydarzyło!!!!3jka Dziecioków, dom, ogród...nowe życie i wszystko co chwila nowe:)ciągle coś odkrywam:)

Fajne to życie...




I obyśmy tak tym rowerkiem przez jeszcze długie lata...razem...

piątek, 30 stycznia 2015

Jak to zakwas z gliniaka uciekał...

Stało się...

Jakiś czas temu postanowiłam stać się 'eco'-kiedyś się z tego śmiałam, dzisiaj to już nie jest dla mnie takie śmieszne bo mam DOŚĆ odżywiania się wędlinami, pieczywem naszprycowanym nie wiadomo czym!!! Czas na zmiany!!! Doganiam 40tki-może stąd takie zmiany w moim życiu! i  taka dziwna się stałąm:):)hehe...i się zaczęło na poważnie...przerzuciłam się na możliwie jak naturalniejsze życie(o ile w naszym świecie jest to możliwe:))robię własne 'homemade' produkty:
-dezodorant
-majonez
-body scrub(ostatnio lawendowy)
-nawet krem do golenia!szok że umiem!
a teraz przyszedł czas na kuchnię...przez przypadek trafiłam na ekologiczną farmę i na 'stare lata' zaczęłam się szkolić w pieczeniu chleba z mąki żytniej, orkiszowej, pszennej itp. Zapisałam sobie wszystko skrzętnie w swoim notesiku. Zakupiłam, a jakże, mąki różnej maści i z tymi workami wracając do domu w mojej głowie zaczęło świtać!

Zrobiłam zakwas-sama!i ... nie udał się:(potem drugi, trzeci, czwarty...co jest nie tak????ale po wielu próbach(nie jest to takie łatwe jak się wydaje!)w końcu wyszedł!i nadal wychodzi...ale już z mojego gliniaka(jak go nazywam) bo rośnie 'jak na drożdżach' choć drożdży nigdy nie widział Mój Pan i Władca:)

Oto UN;)





Co dzień dostaje 'jeść' i rośnie i żyje i cudnie pachnie...(jak kto lubi-ja uwielbiam)



Także mam go coraz więcej...chlebek piekę co drugi dzień bo Szanowna Rodzinka lubi świeży! Jeden bochenek znika na kolację więc robię im drugi żeby było na śniadanko:)

Mój dzisiejszy:)Jeszcze pachnie, ale już moje głodomory jedzą:)






Zakwas sprzedaję w takiej oto postaci-jest tu ok 100gram po dokarmieniu gotowy zacząć swoją podróż w TWOJEJ kuchni!Jeśli chcesz:)





Wysyłam w poniedziałek, wtorek żeby biedaczek nie cierpiał na poczcie naszej ukochanej;)
 5,99 plus 8 zika na przesyłkę z mailową podpowiedzią co robić dalej!

Sztuka pieczenia chleba nie jest trudna, ale trzeba kilka bochenków dać ptaszkom bo początkowo można się nieźle zrazić zanim zacznie wychodzić ten super, piękny i pachnący...

Chleba gotowego nie sprzedaję...jeszcze...bo to za duży stres podczas pieczenia :'czy się uda/a jak nie?będzie lipa'itp

Zapraszam do zamówień na maila bogda212@wp.pl i zakupu:)

sobota, 3 stycznia 2015

Dlaczego kFiatuszki Hanuszki ?



A no dlatego...pewnego razu moje Dziecie narysowalo taki oto rysunek...


i tak sie zaczelo...

A ze KOCHAM kwiatki...o tym tez bedzie...sporo...na ta chwilke kilka z nich w moim ogrodzie...






oto autorka - moja piekna






i stad ta nazwa...




...od nowa...

...znów wracam, może tym razem wytrwam...

Jak bez chemii żyć?

Towar przyszedł...

czas zacząć...

...trochę nie w tej kolejności co trzeba, ale...

Zaczynamy?

To może od jesieni w moim ogrodzie...bo to właśnie Jej pora! i oby była taka słoneczna i ciepła...bo pluchy i przygnębienia listopadowego w tym roku, po raz kolejny, nie zniosę:(

Po dzisiejszym spacerze Dziecioki nazbierały...mam 3 w kieszeni-podobno dobrze:)
 
Przed domem już jesień!
 
 

To byłoby tyle na początek...

Proszek-pianka do prania

Po kolejnym szorowaniu szufladki w pralce z nierozpuszczonego proszku i kolejenej stówce na płyn czy proszek(dla mojej wielkiej gromady, która co chwila się przebiera i brudzi) powiedziałam dość!!!Tak więc pralkę wyczyściłam i w środku i na zewnątrz:)jak nowa! i po przeczytaniu kilkunastu 'jutjubowych' przepisów na proszek do prania, stwierdziłam, że to pestka zrobić sobie proszek ! no i zrobiłam...wyszedł całkiem fajny liquid do prania-bez zapachu bo nie dodałam olejku, ale dodaję go do każdego prania...
Tak to wyglądało i wygląda
 

Towar zakupiony...plus to co wcześniej...
 

 
1. mydło może być jakiekolwiek 
 
2.tarkujemy
 
3.potarkowaliśmy i...
 
4.dodajemy sodę i borax

                                                                5. gotujemy z wodą i mieszamy
                       
                                                                  6.potem do słoika/ków, dolewamy wody i do góry nogami-musi być luz, od dołu zbira się woda-tak ma być!

 
7.po kilku godzinach można blendować
 
8.gotowy produkt-mój wygląda jak bita śmietana

można dodać olejek zapachowy-ja to robię do każdego prania, bo nie wiem jak olejek reaguje z proszkiem...
 
jedna łyżka wystarczy!