piątek, 30 stycznia 2015

Jak to zakwas z gliniaka uciekał...

Stało się...

Jakiś czas temu postanowiłam stać się 'eco'-kiedyś się z tego śmiałam, dzisiaj to już nie jest dla mnie takie śmieszne bo mam DOŚĆ odżywiania się wędlinami, pieczywem naszprycowanym nie wiadomo czym!!! Czas na zmiany!!! Doganiam 40tki-może stąd takie zmiany w moim życiu! i  taka dziwna się stałąm:):)hehe...i się zaczęło na poważnie...przerzuciłam się na możliwie jak naturalniejsze życie(o ile w naszym świecie jest to możliwe:))robię własne 'homemade' produkty:
-dezodorant
-majonez
-body scrub(ostatnio lawendowy)
-nawet krem do golenia!szok że umiem!
a teraz przyszedł czas na kuchnię...przez przypadek trafiłam na ekologiczną farmę i na 'stare lata' zaczęłam się szkolić w pieczeniu chleba z mąki żytniej, orkiszowej, pszennej itp. Zapisałam sobie wszystko skrzętnie w swoim notesiku. Zakupiłam, a jakże, mąki różnej maści i z tymi workami wracając do domu w mojej głowie zaczęło świtać!

Zrobiłam zakwas-sama!i ... nie udał się:(potem drugi, trzeci, czwarty...co jest nie tak????ale po wielu próbach(nie jest to takie łatwe jak się wydaje!)w końcu wyszedł!i nadal wychodzi...ale już z mojego gliniaka(jak go nazywam) bo rośnie 'jak na drożdżach' choć drożdży nigdy nie widział Mój Pan i Władca:)

Oto UN;)





Co dzień dostaje 'jeść' i rośnie i żyje i cudnie pachnie...(jak kto lubi-ja uwielbiam)



Także mam go coraz więcej...chlebek piekę co drugi dzień bo Szanowna Rodzinka lubi świeży! Jeden bochenek znika na kolację więc robię im drugi żeby było na śniadanko:)

Mój dzisiejszy:)Jeszcze pachnie, ale już moje głodomory jedzą:)






Zakwas sprzedaję w takiej oto postaci-jest tu ok 100gram po dokarmieniu gotowy zacząć swoją podróż w TWOJEJ kuchni!Jeśli chcesz:)





Wysyłam w poniedziałek, wtorek żeby biedaczek nie cierpiał na poczcie naszej ukochanej;)
 5,99 plus 8 zika na przesyłkę z mailową podpowiedzią co robić dalej!

Sztuka pieczenia chleba nie jest trudna, ale trzeba kilka bochenków dać ptaszkom bo początkowo można się nieźle zrazić zanim zacznie wychodzić ten super, piękny i pachnący...

Chleba gotowego nie sprzedaję...jeszcze...bo to za duży stres podczas pieczenia :'czy się uda/a jak nie?będzie lipa'itp

Zapraszam do zamówień na maila bogda212@wp.pl i zakupu:)

sobota, 3 stycznia 2015

Dlaczego kFiatuszki Hanuszki ?



A no dlatego...pewnego razu moje Dziecie narysowalo taki oto rysunek...


i tak sie zaczelo...

A ze KOCHAM kwiatki...o tym tez bedzie...sporo...na ta chwilke kilka z nich w moim ogrodzie...






oto autorka - moja piekna






i stad ta nazwa...




...od nowa...

...znów wracam, może tym razem wytrwam...

Jak bez chemii żyć?

Towar przyszedł...

czas zacząć...

...trochę nie w tej kolejności co trzeba, ale...

Zaczynamy?

To może od jesieni w moim ogrodzie...bo to właśnie Jej pora! i oby była taka słoneczna i ciepła...bo pluchy i przygnębienia listopadowego w tym roku, po raz kolejny, nie zniosę:(

Po dzisiejszym spacerze Dziecioki nazbierały...mam 3 w kieszeni-podobno dobrze:)
 
Przed domem już jesień!
 
 

To byłoby tyle na początek...

Proszek-pianka do prania

Po kolejnym szorowaniu szufladki w pralce z nierozpuszczonego proszku i kolejenej stówce na płyn czy proszek(dla mojej wielkiej gromady, która co chwila się przebiera i brudzi) powiedziałam dość!!!Tak więc pralkę wyczyściłam i w środku i na zewnątrz:)jak nowa! i po przeczytaniu kilkunastu 'jutjubowych' przepisów na proszek do prania, stwierdziłam, że to pestka zrobić sobie proszek ! no i zrobiłam...wyszedł całkiem fajny liquid do prania-bez zapachu bo nie dodałam olejku, ale dodaję go do każdego prania...
Tak to wyglądało i wygląda
 

Towar zakupiony...plus to co wcześniej...
 

 
1. mydło może być jakiekolwiek 
 
2.tarkujemy
 
3.potarkowaliśmy i...
 
4.dodajemy sodę i borax

                                                                5. gotujemy z wodą i mieszamy
                       
                                                                  6.potem do słoika/ków, dolewamy wody i do góry nogami-musi być luz, od dołu zbira się woda-tak ma być!

 
7.po kilku godzinach można blendować
 
8.gotowy produkt-mój wygląda jak bita śmietana

można dodać olejek zapachowy-ja to robię do każdego prania, bo nie wiem jak olejek reaguje z proszkiem...
 
jedna łyżka wystarczy!

Tabletki do zmywarki domowej roboty

Tabletki też zrobiłam-cały ten weekend miałam pełen roboty domowych produktów-jeszcze trochę mi zostało...ale dam radę:)

Także pomieszałam, borax, sodę i ocet...i olejek cytrusowy(opcja)



wyszły zgrabne kuleczko-cosie:) przez noc schły i wyschły








działają-to najważniejsze!


Ale najpierw polecam wyczyścić zmywarę właśnie octem i sodą! a dopiero potem stosować to cudo!swoje jeszcze muszę urozmaicić, czyli 'ubrać' je w takie małe datale...ale to innym razem:)

no poo, czyli jak żyć bez szamponu...

W połowie sierpnia 2014 wyrzuciłam butelki, buteleczki szamponów, odżywek, spray'ów, serum, pianek...itp do włosów. KONIEC z tym-FINITO...

I się zaczęło... 

Trochę poczytałam(nocami:))pooglądałam i nie wierzyłam...ale co tam...są wakacje-sierpień(choć mogłam zacząć wcześniej-bo potrzebny jest tutaj okres przejściowy trudny do wytrzymania, ale da się) i ... raz kozie śmierć...

Oto co zastąpiło mój koszyczek pielęgnacyjny...hehe...




czyli soda oczyszczona, jajo i ocet (teraz mam zwykły, ale leszy jest jabłkowy-winny lub nawet z kambuchy-tego mam ostatnio w nadmiarze)

Od sierpnia wzięłam się za włosy bo:
-wypadały garściami
-łamały się już prawie przy skórze głowy
-były matowe(efekt nakładania farby na farbę)
-cieniuchne i liche 
-bez wyrazu - mówiąc ogólnie

To są zdjęcia z teraz, w sierpniu ciachnęłam drastycznie (bo przy czesaniu moich włosów do ramion łamały się w połowie więc ciachnęłam je sama)

Tutaj były niemyte od tygodnia(przy tej metodzie trzeba je 'przetrzymać')o tym też potem...

Zdjęcia poniżej drastyczne-sorki...ale to chyba normalny obraz niemytych włosów)







I robiłam sobie miksturkę z sody i wody. 
Łyżeczka sody + pół szklanki ciepłej wody...


...nic się nie pieniło-cholibka, myślę sobie, nic z tego nie będzie, ale nie poddając się zmoczyłam mocno włosy wodą(dobrze byłoby mieć miękką wodę, ale u nas to nierealne) i wlałam 'szampon' na głowę. Należy masować skórę głowy (koronę-jak to mówią 'fachowcy od no-poo') a nie same włosy-dlaczego?o tym później. Potem spłukałam solidnie i jako 'odżywkę' zrobiłam sobie octowy płyn(też ok. łyżeczka octu na pół szklanki wody) o tym też potem.

Ale dzisiaj poczytałam sobie o kolejnej alternatywie-jajo, a właściwie żółtko. No to zrobiłam sobie 'szamponik'





 i ciach na głowę...




Takiego połysku nie miałam przy sodzie i są tak miękkie jak włosy niemowlaczka!serio!Nie układają się, owszem, ale to mi nie potrzebne na ten czas.
Jeszcze tylko czekam aż ten obrzydliwy kolor-tęcza-mi zejdzie, chcę naturalny kolor, ale szukam sposobu(naturalnego oczywiście)na pokrycie kilku siwasków:)ale o tym innym razem.

Także bez szamponu można żyć-a dlaczego bez?Quercze, dość tej chemii-producenci szamponu wciskają kity, że włosy będą super, że są tam super hiper składniki których nasze włosy potrzebują...itp...to bzdura. Włos ma naturalny składnik-jedyny potrzebny-sebum-on otula włos i go chroni, a szampony go wypłukują i dlatego nasze włosy są słabe, wiotkie i ogólnie do d...im częściej myjemy włosy szamponem tym częściej się one przetłuszczają bo nie ma naturalnej ochrony. W metodzie no poo(czyli bez szamponu-no shampoo)chodzi o to że włosy równie dobrze można umyć bez tej sztucznej chemii, która oprócz tego że niszczy włosy to jeszcze wnika do organizmu i się panoszy wszędzie...a dajcie spokój...ja już wyrzuciłam wszystkie szampony(zostawiłam jeden dla gości-bo powiedzą że zwariowałam do reszty). Dzieciom też myję włosy sodą i wodą-zaraz idę myć włosy Hani-potem pokażę jak wygląda). Jest też metoda 'water only' czyli tylko woda-próbowałam ale to nie dla mnie. Jajo wygrywa!:)

Aha, miałam wrócić do tzw okresu przejściowego-taki jest niestety, kiedy to włos się musi przyzwyczaić do braku szamponu. Czyli zawsze od niepamiętnych czasów był myty szamponem, a teraz nie wie 'o co kaman'...u mnie trwało to ok 3 tygodnie. Piszą o tym żeby przy długich włosach czesać sobie koczek, albo zawijać je sobie wysoko, albo nosić chustki, kapelusze...ja męczyłam się okrutnie bo miałam krótkie włosy-(niepotrzebnie ścięłam)...ale wytrwałam, a byłam bliska poddania się jednak:(

O tym można pisać i pisać...ale chętnie odpowiem na pytania:)

Także, zamiast szamponów i odżywek na prezenty w przyszłości poproszę o ... jajka!(najlepiej od kurek niestresowanych i odżywiających się naturalną trawką-właśnie, chyba kupię 3 kureczki na wiosnę dla Dziecioków!a co!)

Pozdrawiam...


p.s. to drugi blog, bo do tego pierwszego zapomniałam hasła...pokopiować trzeba będzie tamte posty-bo też są o tym jak żyć bez chemii!